Spływ kajakowy Nidą – od Tokarni do Mokrska

O spływie Nidą myśleliśmy od kilku lat, jednak tak się składało, a raczej nie składało. Dopiero w tym roku dotarliśmy nad tą rzekę. O samej Nidzie słyszeliśmy wiele dobrego, o pięknych krajobrazach, czystej i ciepłej wodzie. W końcu udało się nam dotrzeć i sprawdzić jeden z fragmentów tej rzeki. Wybraliśmy odcinek od Tokarni do Mokrska zachwalany jako jeden z najbardziej widokowych.

Czarna Nida

Prawda jest taka, że spływ zaczął się na Czarnej Nidzie, przy moście pomiędzy Podzamczem, a Tokarnią. Kajaki zarezerwowaliśmy w jednej z wielu wypożyczali znajdujących się w okolicy. Mimo tego, że trwał sezon, na dokładkę był to weekend, to z rezerwacją nie mieliśmy jakiś wielkich problemów. Koszt wynajęcia to około 100zł od kajaka dwuosobowego. Kilka minut po 9:00 wypłynęliśmy na spotkanie z przygodą.

Wbrew naszym początkowym oczekiwaniom, rzeka jest dość szeroka w miejscu rozpoczęcia spływu, jedynie trzeba uważać na łachy piasku. Niestety Polska wyraźnie wysycha, o czym wspominał nam właściciel wypożyczalni. Pomimo tego, że kilka dni wcześniej solidnie lało, to stan wody był dość niski. Już w początkowej fazie co jakiś czas widzieliśmy kajaki unieruchomione na mieliznach na środku rzeki.

Wybierając odcinek kierowaliśmy się między innymi tym, że Czarna Nida jest nieco szersza i jej meandry nie są tak ciasne jak te z Białej Nidy. W planie mamy także spłynięcie tym drugim dopływem Nidy. Zależało nam też na odcinkach leśnych, gdyż lipiec 2021 był bardzo gorący. Musimy przyznać, że odcinek od Tokarni do połączenia się z Białą Nidą jest wyjątkowo malowniczy, sama rzeka jest spokojna, przypominała nam nieco Czarą Hańczę.

Nida

Mniej więcej od Żernik koło Chęcin, po połączeniu się z Białą Nidą, rzeka zmienia swój charakter. Teren jest bardziej otwarty, rzeka szersza. Niestety turystów jest znacznie więcej, są miejsca gdzie tworzą się zatory, a wszystkie zatoczki czy miejsca postojowe są zapchane. Przy zamku w Sobkowie nie było szans na jakikolwiek postój. Kilkadziesiąt „zaparkowanych” kajaków i mrowie ludzi skutecznie nas odstraszyło od tego miejsca. Na szczęście byliśmy tam kilka lat wcześniej podczas jednej z podróży rowerowych.

Płynąc tym odcinkiem warto ze sobą zabrać zarówno napoje jak i pożywienie. Poza nieco wcześniej wymienionym zamkiem, nie ma żadnych miejsc, gdzie można by coś kupić, zatrzymać się w przyrzecznym barze czy kafejce.

Pomimo tego, że spływ trwał około 4 godzin, to ostatnie kilka km było nieco monotonne, być może było to też spowodowane zmęczeniem, upałem i koniecznością zwracania szczególnej uwagi na pozostałych uczestników spływów kajakowych.

Krótkie podsumowanie

Sam spływ uważamy za udany, choć jak wcześniej pisaliśmy pogoda, a raczej upał dał się nam we znaki. Być może uda nam się jeszcze w tym roku odwiedzić Białą Nidę, a może polecacie jakąś inną rzekę?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.