Kirkut w Tomaszowie Mazowieckim

Na Tomaszowski Kirkut trafiliśmy już kilka lat temu przez jeden z otworów w murze. Dziura została załatana i dostęp do tego miejsca przez kilka lat był niemożliwy. Okazało się, że „miejscowi” wykonali przez te kilka lat kolejną wyrwę w innym miejscu. Trafiliśmy na nią kompletnie przez przypadek spacerując po Tomaszowie w ramach akcji „PRABUT”.

Z naszego punktu widzenia to niesamowita okazja na odwiedziny tego szczególnego miejsca. Kompletnie niezrozumiałe dla nas jest, że ten cmentarz nie jest udostępniony w „normalny” sposób, tak jak w innych miastach, miasteczkach czy nawet wsiach. W większości miejscowości jest możliwość wejścia przez bramę i poruszania się pomiędzy macewami. U nas jest inaczej.

Z informacji, które mamy, to kilkanaście lat temu teren kirkutu był czyszczony ze śmieci, drzewek, krzewów rosnących na dziko, miejsce to zostało uporządkowane. Jednak z niezrozumiałych dla nas przyczyn ponownie zostało zamknięte na wiele lat. Co jakiś czas pojawiają się jednak wyłomy w murze, powstają w różny sposób, ten ostatni z którego skorzystaliśmy powstał dzięki miejscowym miłośnikom napojów wyskokowych, a przynajmniej tak sugeruje śmietniczek który powstał tuż przy wyrwie. To idealne miejsce by ukryć się przed wzrokiem ludzi. Pewnie nie raz młodzież korzystała z tego miejsca będąc na wagarach, pojawiły się chipsy, piwko, może papierosek, szkoda tylko, że po sobie tego nie pozbierali.

Problem wszędobylskich śmieci dotyczy nie tylko kirkutu, ale wszystkich miejsc. Gdy jedziemy na wyprawy często na skraju lasów widać, że miejscowi urządzili sobie dzikie wysypiska śmieci. Chodząc szlakami górskimi trafiamy na porzucone plastikowe butelki, papiery itd… Cóż tak zostaliśmy wychowani i to mamy we krwi. Trzeba jednak przyznać, że to zaczyna się powoli zmieniać. Coraz większy brak aprobaty dla tego typu zachowań pozwala mieć nadzieję, że kolejne pokolenie będzie dbało o swoją okolicę, środowisko, czy czystość lasów.

Wróćmy jednak do kirkutu.

Zacytujemy tutaj informacje umieszczone w wikipedii.

Cmentarz żydowski w Tomaszowie Mazowieckim  został założony w 1831 roku i zajmuje powierzchnię prawie 3 ha, na której zachowało się około dwóch tysięcy nagrobków. Są to głównie macewy, ale też tumby. Brakuje natomiast okazałych grobowców. Większość pomników ma inskrypcje w języku hebrajskim, część jest polskojęzyczna. Cmentarz został założony na gruncie podarowanym miejscowym Żydom przez Antoniego Jana Ostrowskiego. Na cmentarzu znajdują się też ruiny ohelu kryjącego szczątki rabina i cadyka tomaszowskiego Jakuba Eliasza Wieliczkiera (1809-1888), syna Abrahama, oraz symboliczna mogiła ofiar Holocaustu. Podczas II wojny światowej cmentarz służył jako miejsce pochówku ofiar tomaszowskiego getta.

Przechadzając się „nielegalnie” pomiędzy macewami zauważyliśmy, że są w całkiem niezłym stanie, jednak rosnące młode drzewka, coraz bardziej zagrażają ich istnieniu. Miejscami trudno się pomiędzy nimi przecisnąć, trzeba radzić sobie odginając je na boki. Tyle, że niektóre mają już kilkanaście lat i są solidnymi drzewami, trudno je ruszyć. W jednym z miejsc zauważyliśmy, że ktoś wycina te drzewka (spora połać wyciętych drzewek i porzucone narzędzia). Trudno powiedzieć w jakim celu? Czy chodzi o uporządkowanie cmentarza, czy raczej jest to tani opał dostępny za darmo w samym centrum miasta?

Mamy cichą nadzieję, że to szczególne miejsce w naszym mieście zostanie kiedyś otwarte dla zwiedzających.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.